„Prosimy zabierać wszystkie śmieci ze sobą!

Dziękujemy”

            

             Napisy tej treści w wielu językach porozklejano na ścianach schroniska Zasavska koča w Alpach Julijskich. Nie wiem. Może stało się tak przypadkiem, ale napis w języku polskim umieszczony był na największej kartce na środku ściany jadalni. Zasada propagowana w tym schronisku jest najlepszą  metodą utrzymania porządku w górach.

             Ostatnimi laty wiele spacerowałem po parkach narodowych Słowacji, Rumunii, Bułgarii, Węgier, Słowenii, Austrii, Francji i Włoch. Nigdzie poziom zaśmiecenia wzdłuż turystycznych szlaków nie dorównywał tatrzańskiej tragedii. Nie przypominam sobie, aby na terenach chronionych leżących na południe od naszych granic masowo wzdłuż ścieżek leżały śmieci. Gdy w lipcu   przez pięć dni zwiedzałem rejon Chamonix napotkałem na drodze jedną zgubioną plastikową zakrętkę. Prawie chciałem wtedy zawołać - nasi tu byli. W okolicach Chamonix podobnie jak w przypadku  Zakopanego szlaki turystyczne bywają zatłoczone. Jednak turyści odwiedzający Alpy, w tym również nasi rodacy posiadają o wiele większą kulturę osobistą i poszanowanie dla przyrody.

             Powrót z zagranicznych podróży do naszej brudnej rzeczywistości jest bardzo bolesny. Najwyrażniej osoby wędrujące po polskich górach nie zdaję sobie sprawy, że może być inaczej i świat może być czysty. Gdy szedłem ostatnio przez Dolinę Białego na Sarnią Skałę najmniejszą odległością między kolejnymi śmieciami było 15 metrów. Co kilka metrów na poboczu ścieżki leżały porzucone chusteczki higieniczne, papierowe, aluminiowe i foliowe opakowania po ciasteczkach i batonikach. Nie zabrakło 15 puszek po piwie, jednej szklanej butelki i 7 plastikowych butelek po napojach. Kilka lat temu, gdy schodziłem z Ciemniaka, nazbierałem cały plecak sprasowanych butelek. Wszystkich nie zdołałem pozbierać. Często w górach napotykam butelki i puszki pieczołowicie schowane między kamienie na piargach i pod gałęzie drzew. Najwyraźniej ludzie robią to ze względów estetycznych. Butelka jeśli jest niewidoczna ze ścieżki, to jakby jej nie było. Takie „zamiatanie śmieci pod dywan” zapewne nie ułatwia pracy brygadom sprzątającym Tatry.

              Zastanawiam się, co budzi moje większe przerażenie. Śmieci wszechobecne w miejscach o szczególnych walorach przyrodniczych i wypoczynkowych, czy skrzywienie moralne znacznej części naszego społeczeństwa. Z całą pewnością należy poświecić temu problemowi więcej uwagi. Jednorazowe wyrzucenie papierka nie jest czynem najbardziej zagrażającym tatrzańskiej przyrodzie. Jest to jednak najczęściej popełniane w Tatrach wykroczenie. Dlaczego zatem nie ma żadnych wzmianek o liczbie ukaranych osób za to wykroczenie w kronice Straży Parku. Czy rzeczywiście przy takiej skali zjawiska wykrywalność jest zerowa. Czy może w związku z  niską szkodliwością czynu strażnicy nie maja sumienia wystawiać mandatów. Zastanowić trzeba się nad systemami karania za śmiecenie obowiązującymi w innych krajach. W internecie wiadomości na ten temat nie brakuje. Oto niektóre pochodzące z raczej renomowanych dzienników. Mandat za wyrzucenie śmiecia lub niedopałka na ulicę wynosi w Czechach 30 tysięcy koron ( ok. 4250 złotych), w Hiszpanii 750 euro, w Singapurze 500 dolarów singapurskich (ok. 1060 złotych). Alternatywą dla karania mandatem może być skazanie sprawcy na wykonanie pracy społecznej. W Kalifornii osoba przyłapana pierwszy raz na śmieceniu musi sprzątać ulice przez osiem godzin. Recydywiści muszą przepracować na rzecz miasta nawet 24 godziny. W Singapurze karne sprzątanie wykonywane jest w atmosferze napiętnowania. Delikwent przebrany jest w specjalną kamizelkę i może przy tej pracy być pokazany w telewizji.

     Tendencja stosowania wzrostu wysokość kar prawdopodobnie podyktowana jest tym, że trudno przyłapać sprawcę śmiecenia na gorącym uczynku. Obowiązująca w naszym kraju maksymalna grzywna w wysokości 500 zł nie odstrasza wandali.

            Każdy pomysł na zwalczanie kompromitującego zwyczaju śmiecenia powinien być mile widziany. Potrzeba bodźca, który wyrwie nas z ponurej i monotonnej rzeczywistości.  Tablice przypominające o zachowaniu czystości są na terenie TPN rzadkie i mało odznaczające się od innych regulacji jego zwiedzania.

                                                                                                       Andrzej Gibała


Artykuł ten napisałem zanim jeszcze zorganizowano akcję "Czyste Tatry". Sporo się od tego czasu zmieniło na dobre. Akurat w okresie, gdy jest ona organizowana zawsze dosyć daleko wyjeżdżam. Ale w trakcie wycieczek w Tatry, gdy schodzę już w dół często zbieram jakieś śmieci. Niech ten artykuł tu pozostanie, bo demon śmiecenia nie zginął.